I. Dzieciństwo i Wiek Młodzieńczy

Ignacy Jan Bieniek urodził się w rodzinie robotniczo chłopskiej we wsi Bystra Krakowska, należącej do powiatu Biała, w dniu 14 maja 1925 roku. Takie pochodzenie po 1945 roku miało niewątpliwie wpływ na jego losy w Polsce Ludowej; ułatwiało mu karierę zawodową. Rodzice przyszłego artysty - Ignacy Bieniek i Franciszka Bieniek z domu Golica, pochodzili z ubogich beskidzkich wiosek położonych w pobliżu Bielska i Białej.

Ojciec

Ojciec przyszłego artysty, Ignacy Bieniek, urodził się 30 czerwca 1897 roku w Bystrej Krakowskiej, gdzie spędził większość życia. Z zawodu był murarzem. Jego nadwerężone tułaczkami wojennymi zdrowie nie pozwalało na wykonywanie ciężkiej pracy. W oczekiwaniu na decyzję komisji kwalifikacyjnej o przyznaniu renty wojskowej przebywał w domu i zajmował się wychowaniem syna.

W czasie pierwszej wojny światowej Ignacy Bieniek walczył w armii Cesarstwa Austro Węgierskiego na froncie włoskim, gdzie rozchorował się na malarię. Po leczeniu nie wrócił już do pełnego zdrowia. Skutki choroby odczuwał przez resztę życia. Do Bystrej Krakowskiej wrócił po zakończeniu wojny i rozpoczął budowę niedużego drewnianego domu. Dla uczczenia szczęśliwego powrotu z wojennej tułaczki, w podzięce Bogu za opiekę, wykonał duży krzyż drewniany, który postawił na własnej parceli. Czyn ten wzbudził wśród ludności wiejskiej różne opinie. Większość potraktowała go jako przejaw wiary wiarusa, wyraz podzięki za przeżycie pożogi wojennej. Znaleźli się i tacy, którzy zastanawiali się, czy Ignacy widział coś szczególnie przerażającego na wojnie, a może nawet coś takiego uczynił.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę 11 listopada 1918 roku Bieniek został podkomendnym już wtedy polskiego dowództwa wojskowego. Przemianowywaniu jednostek wojskowych byłych zaborców towarzyszyło wcielanie większości żołnierzy w szeregi polskiej armii. Niespełna dwa lata później walczył na froncie wschodnim przeciwko Rosji Radzieckiej, jednak o tym okresie nie zachowały się żadne informacje.

Ignacy Bieniek był człowiekiem bardzo religijnym. Widać to było w jego zachowaniu i postępowaniu. Przestrzegał wszelkich przykazań i świąt kościelnych, co było bardzo istotnym elementem współżycia we wspólnocie wiejskiej. Wychowując syna, uczył go szacunku do pracy i wiary w Boga oraz miłości do ziemi ojczystej. Sam prowadził niewielkie gospodarstwo rolne (żona pracowała w fabryce włókienniczej), a w wolnym czasie oddawał się swojemu hobby - grze na skrzypcach[8].

Najwyraźniej chciał przekazać synowi zamiłowanie do tego instrumentu, bo podarował kilkuletniemu Ignacowi skrzypce. Nie sposób dociec jakie kierowały nim motywy - ambicje ojcowskie czy może chęć wyuczenia chłopca „rzemiosła muzycznego", by ten mógł grywać na weselach i innych uroczystościach odbywających się często w społeczności wiejskiej i tym samym zarabiać na swoje utrzymanie. Jednak Ignacy junior nie zrealizował oczekiwań ojca, nie zaakceptował tej formy realizacji artystycznej. Dla niego ważniejsze było malowanie.

Matka

Matka Ignacego Jana - Franciszka Bieniek z domu Golica, urodziła się 15 lutego 1909 roku w Mesznej[13]. Już od dziewiątego roku życia, kiedy to podjęła pracę w Fabryce Sukna „Markus- Wolf i Synowie" 14, pracowała zawodowo jako prządka w bielskich fabrykach włókienniczych. W dokumentach wypełnionych przy zatrudnieniu zaszło świadome przekłamanie - wpisano jej jedenasty rok życia, aby mogła legalnie zarabiać pieniądze na utrzymanie domu. Następnym miejscem pracy Franciszki były Zakłady Przemysłu Włókienniczego „Lenko".

Młodzi robotnicy pracowali po kilkanaście godzin dziennie, w trudnych i ciężkich warunkach, za bardzo mizerne wynagrodzenie.

Gdy Franciszka Golica ukończyła piętnasty rok życia, wstąpiła w związek małżeński z dwanaście lat starszym od niej Ignacym Bieńkiem. Ślub odbył się 7 września 1924 roku w miejscowości Wilkowice. Młodzi zamieszkali u rodziców Franciszki.

Narodzonym w maju 1925 roku wnukiem - Ignacym Janem przez jakiś czas opiekowali się dziadkowie, dając mu wiele miłości i ciepła rodzinnego. Jednak po pewnym okresie Bieńkowie wyprowadzili się do Bystrej, gdzie zamieszkali we własnym jednoizbowym drewnianym domku.

Dwanaście lat różnicy pomiędzy małżonkami nie wpływało ujemnie na ich pożycie i atmosferę rodzinną. Choć pracowała tylko Franciszka i jej pensja musiała zaspokoić wszelkie potrzeby materialne rodziny, małżonkowie radzili sobie jak mogli. Większość obowiązków wychowawczych przyjął na siebie ojciec. Mały Ignacy otrzymał dobre wychowanie, kształtujące psychikę przyszłego artysty malarza. Gorzej było z zapewnieniem mu warunków do rozwoju jego talentu. Bieńkowie nie posiadali funduszy na kupno farb, pędzli, itp., opłacenie lekcji rysunku.

Wielką pomocą była pomoc babci - Marianny Golicy, która wspomagała wnuka, przygotowując dla niego farby, barwniki z odmoczonych kolorowych papierków, którymi opakowana była cykoria, z której robiono kawę. Ignacy malował na papierze, na ścianach, wszędzie, gdzie tylko było to możliwe.

Dzieciństwo Ignacego Jana Bieńka nie było pasmem przyjemności i miłych chwil. Podobnie jak i inne wiejskie dzieci, już jako kilkuletni chłopiec miał swoje obowiązki, które musiał skrupulatnie wypełniać. Jednym z nich było pasienie kozy na łąkach beskidzkich stoków.

Niedostatek panujący w rodzinnym domu w pewnym sensie wpływał na rozwój młodej osobowości Ignaca, kształtował w nim pracowitość i wytrwałość w dążeniu do wyznaczonego celu, odporność na przeciwności losu.
 

Wojenne losy

Po wybuchu drugiej wojny światowej do wielu domów w Bystrej przysłano zawiadomienia o obowiązku zgłoszenia się młodych mężczyzn do pracy w niemieckich gospodarstwach rolnych. Jeżeli ktoś odmówił stawienia się w biurze werbunkowym, był natychmiast aresztowany przez żandarmerię, a następnie wywieziony do obozu zagłady lub rozstrzelany. O dramatycznym epizodzie z życia przyszłego artysty mówi artykuł prasowy poświęcony jego życiu: Ignacy Bieniek, jako czternastoletni chłopiec został skazany na śmierć przez gestapo. Nie wiadomo, jaki był powód wyroku i dlaczego tak młodego chłopca sądzono. Jednak na skutek urzędniczej pomyłki uniknął wykonania wyroku. Stanął przed sądem po raz drugi, wyrok śmierci został anulowany, a młody Bieniek został wywieziony na przymusowe roboty do Niemiec. Inaczej relacjonuje to Grzegorz Bieniek, opierając się na opowieściach swojej babci Franciszki: „Ignac" poszedł do centrum wsi po chleb. W tym czasie przyjechały ciężarówki i zabrały kilkunastu młodych mężczyzn, w tym Bieńka, na roboty przymusowe.

2 lipca 1940 roku Ignacego, wraz z dużą grupą chłopców z okolic Bielska, wywieziono do Niemiec. Transport zatrzymał się na stacji w Legnicy. Młodzieńców wyprowadzono z wagonów i rozdzielono według zapotrzebowania do poszczególnych gospodarstw. Jeden z uczestników tego transportu, Stanisław Nikiel, wspomina ten dzień tak: dzielono nas jak zwierzęta na targu. Uczestnikami tych wydarzeń byli też: Franciszek Kanik, Jan Lorentz, Stanisław Foltyniak, Jan Hetnał, Mieczysław Lalik i wielu innych, których nazwiska w większości zostały zapomniane.

Młody Bieniek trafił do miejscowości Bardo Śląskie (Wartha), gdzie pracował przymusowo przy wyrębie lasu, a później przy budowie okopów. Ignacy w obozie miał tylko jedną własną rzecz - kawałek deski. Służyła mu do rysowania, krojenia chleba i także jako „szafka" na kilka strzępów odzieży.

Bieńkowi trudno było znieść rygory życia w niewoli, dlatego parokrotnie uciekał. Zawsze jednak go zatrzymywano. W trakcie jednej z ucieczek został postrzelony. Syn artysty - Grzegorz Bieniek - nie przypomina sobie, by ojciec opowiadał o takim wydarzeniu lub by miał jakiekolwiek blizny. Być może, że Ignacy Bieniek świadomie nie wspominał o tym zdarzeniu.

Były to ciężkie chwile dla Franciszki i Ignacego, rodziców przyszłego artysty. Ojciec bardzo przeżywał niewolę syna. Te przykre doświadczenia mogły mieć wpływ na jego przedwczesną śmierć.
Pod koniec wojny Bieniek wrócił do Bystrej Krakowskiej. Niestety, nie miał gdzie zamieszkać - jego dom rodzinny został spalony przez Rosjan w trakcie wyzwalania Podbeskidzia. Ignacy wraz z matką zamieszkali w mieszkaniu wynajętym u Filipka, naprzeciwko sanatorium, po krakowskiej stronie Bystrej. Według relacji samej Franciszki zapamiętanej przez Grzegorza Bieńka, dom został tylko zniszczony przez Rosjan, a dobytek rozszabrowany. Mama „Ignaca" bała się w nim sama mieszkać i dlatego przeniosła się do znajomych - państwa Filipków.

Po wielu latach artysta tak napisał o wojnie: Nie umiałem sobie wyobrazić jakiejkolwiek wojny. Tymczasem ta, która przyszła, przyniosła z sobą wielkie cierpienia i śmierć. Nie chcę i nie mogę jej wspominać, bo nie znajduję słów określających wymiar jej okrucieństwa. Zwłaszcza, że sam przeżyłem obóz pracy przymusowej w Niemczech, doświadczyłem tragicznych konsekwencji wojny.

 

-> Ciąg dalszy historii i nieopublikowane fragmenty znajdziecie w publikacji Krzysztofa Gronia "Oddany Sztuce".