IV. Twórczość

Jestem zakochany w moich Beskidach. Idąc za głosem serca, zawsze wracam do pejzażu beskidzkiego. Maluję, co widzę, co się zmienia i co będzie nadal ulegać prze mianie. Poszukuje ciągle nowych wartości artystycznych, nowych tematów. Jestem zawsze realistą, choć mój realizm przybiera nowe formy, wyrażające się choćby w kolorystyce. Tak też jest z tematyką, którą czerpię z mych umiłowanych Beskidów i, które pragnę uwieczniać na moich płótnach.

Tak artysta scharakteryzował credo swojej twórczości, którą uprawiał przez blisko pięćdziesiąt lat. Jego pasja malarska rozpoczęła się, gdy był jeszcze dzieckiem. W wieku siedmiu lat namalował jeden z pierwszych „obrazów", następnie powstawały kolejne realizacje, dzięki którym utwierdzało się w Ignacym umiłowanie sztuki. Przez szereg lat rozwijały się w świadomości chłopca ważne atrybuty przyszłego artysty - wrażliwość i umiejętność obserwacji. Cechy, dzięki którym mógł tak wiele „czerpać" z otoczenia.

Mistrzowie

Pasja do malarstwa ugruntowała się w młodym człowieku między innymi dzięki kontaktowi z profesjonalnymi artystami oraz poprzez wnikliwe studiowanie spuścizny artystycznej dawnych mistrzów. Niewątpliwie przebywanie w takim środowisku sprawiło, że u Ignacego ugruntowało się zamiłowanie do sztuk plastycznych, które pozostało w nim na zawsze. Chcąc dokładnie zapoznać się z twórczością Bieńka, trzeba pokrótce przedstawić mistrzów, którzy odegrali niebagatelną rolę w jego rozwoju artystycznym.

Jednym z nich był Julian Fałat mieszkający w Bystrej Śląskiej, wsi graniczącej z rodzinną miejscowością Ignacego Bieńka. Można spotkać się z opinią, że Julian Fałat znał pierwsze prace Bieńka, zaraził go malarstwem. Trzeba wyjaśnić, że Ignacy wielokrotnie spotykał się ze spuścizną artystyczną tego malarza, ale o bezpośrednim kontakcie w kwestii sztuk plastycznych między tymi dwoma artystami nie mogło być mowy, gdyż dzieliła ich za duża różnica wieku. Fałat zmarł w 1929 roku, Ignacy miał wtedy zaledwie cztery lata. O wielkości i zasługach Fałata dla kultury polskiej i regionu beskidzkiego mówi fakt, że społeczeństwo Podbeskidzia utworzyło w Bystrej Śląskiej tzw. „Fałatówkę". Powołano również do istnienia prestiżową nagrodę „Sztalugi Juliana Fałata", przyznawaną wybitnym artystom plastykom za całokształt twórczości. W 1980 roku nagrodę otrzymał Ignacy Bieniek i to wydarzenie niewątpliwie podkreśliło wartość jego twórczości w owym czasie.

Ponadto Ignacego utożsamia się jako organizatora i współtwórcę muzeum Fałata w Bystrej. Niestety nie odnaleziono dokumentacji, która mogłaby to potwierdzić. Kolejnym malarzem należącym do grona autorytetów „Ignaca" był Jan Wałach z Istebnej, uważany za jednego z wybitniejszych artystów Podbeskidzia. Bieniek już jako kilkuletni chłopiec przebywał w pracowni mistrza. Mógł wówczas poznać warsztat pracy Wałacha oraz otrzymać pierwsze wskazówki od mistrza. Są to tylko przypuszczenia, ale jakże prawdopodobne.

Artystą, który miał największy wpływ na rozwój artystyczny i styl Bieńka, był Franciszek Jaźwiecki. Obecnie o malarstwie i osobie Jaźwieckiego nie zawsze się pamięta, ale nie można pominąć faktu, że był osobowością znaczącą w życiorysie „Ignaca". Poniekąd można go nawet uważać za jednego z pierwszych „nauczycieli" malarstwa Bieńka.

O dużym wpływie Jaźwieckiego na malarstwo Bieńka pisał profesor Józef Marek: Najważniejszy wpływ twórczości Franciszka na Ignacego, to sposób pracy w malarstwie. Jaźwiecki malował ogromne ilości pejzaży, posiadał specyficzny sposób kładzenia farby na płótnie, farba była kładziona grubo. Analiza twórczości obu artystów bezsprzecznie potwierdza wpływ Jaźwieckiego na Bieńka.

Nie można również pominąć mistrzów z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, których studentem był Bieniek. Byli to znani profesorowie: Radnicki, Gotlib, Fedkowicz, Pronaszko. Ignacy nie przejął stylu od swoich nauczycieli, choć na pewno można dostrzec ich szkołę w jego twórczości. Gdyby przeanalizować akty i portrety Bieńka, to najwięcej śladów Pronaszki odnajdziemy w popełnionych przez Ignacego pracach - mówi Zbigniew Marcisz.

Artysta wszechstronny

Jednak Ignacy obrał własną indywidualną drogę twórczą, nie wzorował się na swoich wykładowcach. Uprawiał malarstwo sztalugowe, rzeźbę, mozaikę, konserwację dzieł sztuki, grafikę, zajmował się projektowaniem i realizacją witraży, fresków, plafonów, sgrafitto oraz wykonywaniem projektów medali okolicznościowych.

Bieniek nie należał do twórców ściśle związanych z jedną lub dwiema technikami plastycznymi. Uprawiał sztukę „wszechstronną", która polegała na tworzeniu w różnorakich technikach, nie pomijając doświadczeń z nietypowymi materiałami. Był nowatorem w wielu dziedzinach. Bliscy znajomi artysty wspominają jego płonące rzeźby, które artysta wykonał z różnych materiałów. Sztuka destrukcji, którą również uprawiał, była wynikiem jego przemyśleń oraz pewnych potrzeb, które wnosiły wiele ciekawych doświadczeń do świadomości artystycznej. Rzeźby spłonęły, nie istnieją, gdyż takie było założenie happeningu.

Artysta bardzo często eksperymentował. Do owoców jego eksperymentów należała między innymi technika „arachna", która polegała na przyklejaniu różnokolorowych włókien na wcześniej przygotowane podłoże. Tym sposobem powstawało wiele dekoracji do pomieszczeń Urzędu Miasta Bielska-Białej oraz innych urzędów administracji państwowej, placówek kulturalnych. Tematem tych prac była często postać Lenina, ale częściej zdarzały się pejzaże beskidzkie. Wybór motywu pracy często nie zależał od Artysty. Był „narzucony" przez zamawiającego (organizację, instytucję, firmę) i wynikał ze specyfiki tamtych czasów.

W trakcie działalności twórczej artysta wykonał również szereg ilustracji do książek: Tadeusza Kojana Fakty i ludzie oraz Tadeusza Jasińskiego Dymy wyższe niż dęby, Krzyżem i mieczem.

Nie ograniczały go materiały, wyobraźnia. Był artystą wszechstronnym, który prezentował swoimi realizacjami bardzo wysoki poziom twórczy. Oczywiście w wirze pracy twórczej zdarzały się i realizacje słabsze, ale było to wynikiem ciągłych poszukiwań.

Malował w ciągu dnia do trzech obrazów olejnych, ponadto wykonywał liczne szkice i projekty. Zawsze nosił ze sobą szkicownik. Pozwalało mu to na „notowanie" ważnych wątków malarskich. Sam często podkreślał, że nie może sobie pozwolić, aby mu coś ważnego umknęło. Był bardzo płodnym artystą. Swoją sztukę uprawiał z miłością i przekonaniem. Kiedyś powiedział, że powinno się malować każdego dnia, a jeśli z jakiejś przyczyny nie jest to możliwe, to trzeba chociaż rozciągnąć i gruntować płótna z myślą o dalszej pracy. W trakcie przemyśleń nad realizacjami cechował się dużym skupieniem, był wyciszony, odizolowywał się od otoczenia. Nie pozwalał sobie na chwilę wytchnienia, lenistwa, był człowiekiem bardzo wymagającym. Było w nim tak wiele niepokoju twórczego, zawsze chciał dawać od siebie jak najwięcej. Wciąż poszukiwał nowych tematów, sam często mówił: Zmieniłbym całe moje malowanie, jak chętnie bym je zmienił.

Jednym z głównych tematów twórczości Bieńka był portret. Można się o tym przekonać po przeanalizowaniu twórczości artysty. Do bardziej znanych należą portrety córki Urszuli, Teresy Wasilewskiej (żony artysty), Marii Fijak i jej męża Michała, Jana Grabowskiego, Piotra Wysockiego. Rozmowy z wieloma osobami uświadomiły mi, że gdy Ignacy Bieniek spotkał osobę godną jego zdaniem sportretowania, od razu przystępował do pracy. Szkicował, rysował na wszystkim co było pod ręką - listach, papierze pakowym, serwetkach, a nawet na ścianie.

Analizując portrety można dostrzec umiejętność artysty wgłębiania się w psychikę osoby portretowanej, wyszukiwania jej charakterystycznych cech. Portretował rodzinę, przyjaciół oraz osoby, które go prowokowały oryginalnością swojej twarzy. Artysta był duszą towarzystwa, co pozwalało mu wyszukiwać wątki malarskie wśród rzeszy znajomych, współpracowników.

Drugim zamiłowaniem malarskim było częste tworzenie w plenerze. Obcował z przyrodą, przelewając jej piękno na płótno. Nieustanne wyprawy poza miasto, liczne szkice, ciągła obserwacja natury, pozwoliły Bieńkowi na autentyczny przekaz przyrody, cechujący się jego charakterem malarskim.

Wystarczy spojrzeć na kilka płócien przedstawiających pejzaż beskidzki, by zaskoczyły nas one różnorodnością tonacji. Obok realizacji mieniących się kontrastowością barw, narzucających się niemal nachalnie obrazem, są inne - pełne melancholii wyciszenia, stanowiące swoistą grę odcieni, niepowtarzalne w nastroju obrazy zagubionych chat, sadów, zim i jesieni... Nie odparcie narzuca się wrażenie, że Ignacy Bieniek jakby próbował stopić się ze światem, za którym tęskni, a od którego odszedł bezpowrotnie, a natura staje się dla niego inspiracją do przekazywania swoich subiektywnych odczuć, swoistym azylem, próbą izolacji nie pozbawioną wątpliwości i goryczy...

Nieustannie obserwował i rejestrował krajobrazy regionu beskidzkiego. Dzięki jego pracy można podziwiać nieistniejące już pejzaże z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Na jego obrazach przetrwały zniszczone lub zmienione przez cywilizację wzgórza, doliny, wsie.

Ignacy Bieniek, w dążeniu do indywidualnej formy, dał nam liczne pejzaże beskidzkich okolic, wyszukane w temacie, ujęciu, oryginale w przekazie malarskim. Niepowtarzalne pejzaże z bukami, „gromanicami i ostrwiami" w partiach szczytowych groni beskidzkich, także obrazy powstałe z inspiracji znajomych obrzędów ludowych, wierzeń oraz woli utrwalenia ich klimatu przed rozpłynięciem się w zapomnieniu.

Ignacy Bieniek, rozwijając swój warsztat malarski, wraz z innymi artystami wielokrotnie przemierzał barwne regiony Polski, inspirując się przepięknymi krajobrazami. W 1952 roku, wraz z Józefem Markiem, spędził dwa tygodnie na Mazowszu, malując tamtejsze okolice. Malarze wzbudzali wówczas zainteresowanie mieszkańców pobliskich wsi i miasteczek. Głównym powodem był sposób w jaki się przemieszczali. Bieniek zaprzągł osła do wózka, tzw. dwukółki, i w ten niekonwencjonalny sposób artyści podróżowali ze swoim dobytkiem, zatrzymując się w napotykanych miejscowościach. Po zakończonym plenerze malarze zorganizowali wystawę na drzwiach stodoły księdza proboszcza jednej z wiejskich parafii. Był to jedyny możliwy sposób na pokazanie prac mieszkającej tam ludności wiejskiej. Wyeksponowali około 30 szkiców i większych obrazów olejnych. Te częste spotkania z otaczającym pejzażem wykształciły w nim łatwość dostrzegania klimatu danego miejsca.

-> Ciąg dalszy historii i nieopublikowane fragmenty znajdziecie w publikacji Krzysztofa Gronia "Oddany Sztuce".