Wprowadzenie

Postać Ignacego Jana Bieńka, zwanego często „Ignacem", artysty plastyka, malarza, który umiłował Podbeskidzie, człowieka, który jako jeden z nielicznych swoim życiem udowodnił, że sztuka jest swoistym dopełnieniem codzienności, stała się w ostatnim okresie bardzo popu­larna. Po blisko 20 latach od śmierci (artysta zmarł w 1993 roku) zaczął być „poszukiwany". Jego osobą i obrazami zainteresowali się kolekcjo­nerzy, historycy sztuki oraz biografowie.

Można by zadać pytanie, dlaczego dopiero po śmierci artysty docenia się to, co stworzył i kim był? Dlaczego, jak pokazuje historia, przełomy wieków obfitują w twórców, których osiągnięcia są docenia ne dopiero wiele lat po ich śmierci? Czy to reguła, że trzeba nabrać dystansu, spojrzeć z oddali, by zobaczyć rzeczy i ich twórców z właściwej perspektywy, we właściwym wymiarze?

Dzieła Bieńka są poszukiwane, ale jego postać jest jeszcze mało znana. Artysta nie doczekał się obszernego opisania jego ciekawego życia, monografii zbierającej opinie jego bliskich, przyjaciół, współpracowników. Niniejsza praca z pewnością nie odkrywa wszystkich tajem­nic, nie przytacza wszystkich wspomnień i opinii, które wiążą się z osobą Ignacego Bieńka i jego dziełami. Stanowi punkt wyjścia do głębszych studiów. Element, który może być inspiracją, by wydobyć Ignacego Jana Bieńka z zapomnienia.

Artysta nigdy nie gromadził, nie katalogował swoich dzieł, dokumentów, tekstów o swojej twórczości. Nie przywiązywał do tego wagi, choć często wypowiadał się, że jego marzeniem byłoby mieć wszystko uporządkowane. Podjąłem się próby spełnienia Jego marzenia.

Wiele mówił o swoim życiu, ubarwiając opowieści wątkami nie związanymi bezpośrednio z własną biografią. Owe przekazy pozosta­ły w pamięci bliskich i znajomych artysty, którzy nie zawsze potrafią oddzielić prawdę od „legendy". Ludzie ci powoli odchodzą do wiecz­ności i to już ostatnie chwile, by uchronić przed zapomnieniem ważne fakty z życia artysty, wskazać instytucje i osoby, które mogłyby podjąć dalsze badanie biografii i twórczości „Ignaca".

Ignacy Bieniek, w przypływie dobrego humoru, często rozdawał swoje prace. Bądź jako prezent imieninowy lub ot, tak po prostu, by sprawić komuś przyjemność. Zdarzało się również, że swoimi obra­zami spłacał długi, regulował zaległe rachunki. Duża część jego twórczości zaginęła, niewykluczone, że bezpowrotnie. Być może niniejsze opracowanie przyczyni się do odkrycia kilku kolejnych zapomnianych dzieł. Może, odnajdując za jakąś szafą, gdzieś w piwnicy lub na strychu zakurzony obraz, jego znalazca zetknie się z osobą, która poznała twórczość Bieńka dzięki temu opracowaniu, a ta rozpozna jego wartość. Sprawi, że dzieło zostanie odnowione, oprawione i zawiśnie na należnym mu miejscu.

Ignacy Bieniek znał wielu wybitnych ludzi kultury, z niektórymi się przyjaźnił. Należeli do nich między innymi: aktor Wojciech Siemion, którego mistrz wiele razy odwiedzał w słynnej galerii świątków, pisarz Melchior Wańkowicz, z którym Bieniek kilka razy rozmawiał, Jan Wałach, którego Bieniek bardzo często odwiedzał, sam lub z przy­jeżdżającymi do niego znajomymi, oraz słynny grafik Eugeniusz Get-Stankiewicz, a także wielu innych artystów plastyków.

Jedna z rocznic śmierci Ignacego Bieńka była okazją do zorgani­zowania w Bielsku-Białej, mieście, z którym Bieniek był związany przez wiele lat, wystawy retrospektywnej. Rodzina i przyjaciele artysty udo­stępnili mnóstwo pamiątek, które po nim pozostały. Wiele o nim mówiono i pisano, by przybliżyć jego osobę społeczeństwu Podbeskidzia. Czy to się udało? Czy mieszkańcy Bielska-Białej pamiętają „Ignaca"? Spotykając ludzi z tamtych stron, staram się pytać o Bieńka. Z nadzie­ją, że może go znali, mieli z nim jakikolwiek kontakt lub przynajmniej pamiętają jego słynną mozaikę z ulicy Leszczyńskiej.

Ignacy Bieniek związany był z tym regionem nie tylko pracą twórczą, ale również działalnością społeczną i kulturalną. Przez szereg lat był członkiem Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej. Cieszył się ogromnym szacunkiem, często przedkładając obowiązki społeczne nad sprawy osobiste. Może dlatego komplikowało mu się życie prywatne.

Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego wieku, czas wielkich przemian w Polsce sprawił, że ludzie zajęli się szukaniem „własnego miejsca" w demokratycznym państwie. „Ignac" w owym czasie „ukrył się" w cichym zakątku Wrocławia. Zapomniano o nim. Tylko niektórzy wiedzieli, gdzie jest i co robi. On sam bar­dzo tęsknił za swoimi Beskidami. Potwierdzają to jego listy pisane z Wrocławia do bliskiego przyjaciela. Często, jeżeli miał tylko możliwość, wsiadał do pociągu i jechał do ukochanego Bielska.

Swoje opracowanie oparłem na własnej pracy magisterskiej z 1998 roku (było to wówczas jedyne, tak obszerne, opracowanie życia artysty), uzupełniając je o dodatkowe informacje. Podzieliłem je według najważniejszych etapów życia artysty - dzieciństwo i młodość, zdo­bywanie wykształcenia i pozycji zawodowej, życie prywatne i ostatnie chwile przed śmiercią. Osobna część poświęcona jest twórczości Bieńka, wystawom jego prac, nagrodom, odznaczeniom jakimi został uhonorowany.

Uzupełnieniem ostatniej części jest katalog twórczości zawierają­cy około 426 pozycji. Wymienione są w nim prace olejne, rysunki i szki­ce, akwarele, grafiki, pastele i inne dzieła, stanowiące zapewne zaledwie część spuścizny Bieńka. Inne czekają gdzieś na odkrycie, niektóre pewnie już nie istnieją.

Zbierając materiały do tej pracy zetknąłem się z blisko dwustoma osobami, które znały artystę. Rozmawiając z tymi ludźmi poznałem nie tylko fakty, opinie o nim samym, ale i specyfikę środowiska, w którym żył i tworzył. Zebrałem też informacje z kilkudziesięciu instytucji i placówek oświatowych, poznałem liczne dokumenty i archiwalia. Ponadto w trakcie kwerendy natknąłem się na wiele błędnych informacji zamieszczonych w artykułach prasowych, które wyjaśniam, prostuję, by zniekształcenia nie powielały się w przyszłości.

Być może zawarte w tej książce wspomnienia i listy wskażą przy­szłym badaczom kierunek do dalszych badań życiorysu artysty. Liczę, że tak się stanie, że powiększy się grono nie tylko miłośników jego twórczości, ale i zafascynowanych jego bogatym życiem.

Moja „przygoda" z Ignacym Bieńkiem zaczęła się od rozmów z niestety już nieżyjącym prof. Edmundem Rosnerem oraz Joanną Kwiatkowską (dyrektorem Domu Kultury „Włókniarz" w Bielsku-Białej), którzy pokazali mi tę postać, zwrócili uwagę na jego twórczość. Poznając losy artysty, nabie­rałem coraz większego szacunku do niego samego, jego pasji tworzenia dla samej przyjemności tworzenia. Właśnie przez szacunek dla osobowości i dokonań Ignacego Bieńka podjąłem się napisania pracy monograficznej o nim. O człowieku, którego podziwiam i cenię za wybraną drogę życiową. Wierzę, że moje opracowanie pomoże w upowszechnianiu sztuki Ignacego Bieńka oraz poznaniu Jego prawdziwego życiorysu.

Serdecznie dziękuję wszystkim osobom i instytucjom, które prze­kazały mi dostępne im informacje o życiu i twórczości Ignacego Jana Bieńka, wspierały mnie radami i pomocą przy opracowywaniu niniejszej książki.

Nie miałaby ona takiego charakteru, gdyby nie osobiste wspomnie­nia bliskich i przyjaciół artysty. Zwłaszcza jego dzieci - syna Grzegorza i córki Urszuli Andrzejewskiej, żon - Teresy Wasilewskiej-Bieniek i Joanny Montrymowicz-Bieniek czy Jana Tyca, dzięki któremu poznałem niektóre szlaki wędrówek plenerowych Ignacego Bieńka oraz szereg miejsc umi­łowanych przez artystę. Niezwykle ważne były również krytyczne uwagi prof. Michała Klisia.

Sądzę, że bezcenną wartość mają zdjęcia i ilustracje, które udało mi się zgromadzić w trakcie prac nad książką. Część z nich znalazła się w publikacji, inne przechowuję w archiwum, ale wszystkim ich autorom serdecznie dziękuję za zgodę na publikację. Szczególne słowa podziękowań kieruję do Marcina Płużka, Jacka Witalińskiego, Zdzisława Gajdzika, Henryka Urbańczyka, Franciszka Kukioły, Mieczysława Boraka, Urszuli z Bieńków Andrzejewskiej oraz Grzegorza Bieńka, któ­rzy otworzyli przede mną rodzinne archiwum.

Sugestie i wskazówki płynęły z różnych stron, miały różny charakter. Wpływały na ostateczny kształt publikacji na każdym etapie jej tworzenia: poczynając od cennych uwag merytorycznych prof. UJ dr hab. Kazimierza Wolnego Zmorzyńskiego i wyjaśnień problemów dotyczących praw autorskich udzielonych przez prof. dr hab. Ewę Nowińską, poprzez prace readakcyjne nad pierwotnym tekstem Krzysztofa Dulińskiego oraz projekty graficzne Anny Gniadek, a kończąc na ważnych opiniach historyka sztuki i publicysty Piotra Głowackiego, a także mojego przyjaciela, artysty plastyka Andrzeja Góździa.

Nie sposób wymienić wszystkich, którym winien jestem podzięko­wania. Kieruję je również do Tomasza Kowalskiego i Elżbiety Białoń oraz do redaktorów: Pawła Bika i Teresy Sękowskiej Wizner.

Krzysztof Groń